W tym roku postanowiłem nietypowo spędzić swoje urodziny, szybko narodził się pomysł aby zabrać aparat i zdobyć szczyt Karkonoszy przed wschodem słońca. Prognoza pogody nie napawała optymizmem, zapowiadane było ocieplenie, a co za tym idzie – mgły. Wybór padł na czarny szlak zaczynający się przy ul. Olimpijskiej, prowadzący do Domu Śląskiego. Wchodząc coraz to wyżej widoczność drastycznie spadała finalnie było to kilka metrów oraz silny wiatr. Podjąłem próbę ujęcia śnieżnych wędrowców lecz cały krajobraz zlewał się ze sobą …

Przez kilka godzin marszu towarzyszyło jedno motto: „byle do przodu”, ciężko było określić swoje położenie ponieważ śnieg zlewał się ze mgłą. W końcu oczom ukazała się ledwo widoczna lecz dobrze znana tablica z mapą wraz z drogowskazem oraz upragnione schronisko. W takich warunkach poczucie różnych wartości diametralnie się zmienia, a zwykła gorąca herbata zaczyna smakować jak najlepszy trunek ;).

Po krótkim odpoczynku postanowiliśmy sprawdzić warunki panujące na szlaku z łańcuchami prowadzącym na Śnieżkę by mieć chociaż ogólne rozeznanie przed „porannym” wyjściem. Wiatr dochodził do 110km/h, widoczność jakieś 4/5m do tego wilgoć osiadająca na ubraniach i sprzęcie. W 1/3 szlaku zawróciliśmy ponieważ w takich warunkach i tak nie dałoby się zrobić dobrych zdjęć na szczycie oraz nie chcieliśmy jeszcze bardziej zmoknąć.

W Śląskim Domu udaliśmy się do pokoju, poznaliśmy współlokatorów i tak na pogawędkach minęło kilka godzin, w tym czasie zapadła noc. Kątem oka przez okno dostrzegłem, że mgła się rozeszła, a widoczność jest dość dobra. Długo nie myśląc chwyciliśmy za sprzęt z nadzieją na złapanie chociażby kilku kadrów w pobliżu schroniska. Wiatr powoli ustępował, a chmury co jakiś czas odsłaniały fragmenty gwieździstego nieba.

Było już dość późno wróciliśmy do pokoju aby się wyspać, tymczasem usłyszeliśmy iż nasz plan na zdjęcia o wschodzie słońca legł w gruzach gdyż na rano nadawane jest złamanie pogody wraz ze śnieżycą. Jedyną szansą na złapanie kadrów było nocne wejście. Z lekką niepewnością ruszyliśmy ku górze. Widok jaki rozpościerał się ze szczytu Śnieżki był niesamowity, a duże warstwy śniegu nadawały temu wszystkiemu poczucia, że to jakaś całkiem inna planeta!